poniedziałek, 20 października 2014

Czy to co szyję ,da się nosić? ;]

Co może powstać z dwóch spódnic z lumpeksu (łączny koszt 13 zł), weny, steku przekleństw i równie wielu wątpliwości? 

Może powstać spódnica jedna, długa i nawet, nawet całkiem fajna - przynajmniej mi się podoba, i jestem cholernie z niej dumna. Bo to moja pierwsza, własnoręcznie zszyta - co by nie powiedzieć że uszyta ;)

Oto foto-relacja z mojej walki w pocie czoła :) 
Skąd w ogóle pomysł? Długą spódnice kupiłam na allegro, za jakieś gorsze. Bardzo mi się podobała, ale niestety okazała się... krótka. 


Niewiele myśląc, wybrałam się do lumpka, i poszukałam krótkiej dżinsowej spódnicy. Kryteria wyboru: długość taka, jakiej nigdy bym nie założyła. Oto ona:


Oczywiście w głowie wszystko ułożyło się gładko, szyło się prosto... w praktyce, cóż namęczyłam się i coś co wydawało się pracą na pół godziny (no, dobrze... może godzinę) okazało się robotą na dwie i pół (łącznie z pruciem, bo walnęłam się przy wyborze ściegu). 




Na Instagramie pytałam, czy to co szyję, da się nosić. Odpowiedź brzmi da się! ;) 


Oczywiście, z małymi zastrzeżeniami: najpierw wyciągnij szpilki, bo wbiją ci się w siedzenie, a potem... skróć spódnicę, bo zgubisz jedynki ! ;) 

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Twórczy nawał :-)))

Siedzę i patrzę jak to syn śpi i modlę się, żeby pospał jeszcze chociaż z 10 minut, tak żeby złapać oddech i pomarzyć, co by tu można było zrobić :-) może jakaś skrzyneczka, a może chustecznik... ach marzenia :-) jeszcze nie teraz, za szybko. Młody nie da porobić, chociaż w głowie kłębi się tysiące pomysłów - nie tylko na deco, ale też na szycie, na filc, na fajne dania, od których nie dostanie kolki ! na fajne nowe ciuszki, które mogłabym kupić - ale na to jeszcze za szybko (trzeba jeszcze sporo zgubić!). Robert pochłania 95% mojego dobowego czasu. 5% to ogarnianie mieszkania, krótki prysznic, szybkie posiłki i krótki przerywany sen :-) Kocham moje dziecko i jednocześnie czekam aż będę mogła już coś porobić, moje adhd twórcze daje o sobie znać prawie codziennie, i tak bardzo staram się zapamietać, co ślicznego bym zrobiła, że aż zapominam - tyle tego jest.
Jak narazie mój nawał twórczy staram się zamienić na nawał energii i siły by być na posterunku dla mojego synka. Całe szczęście mąż aktywnie uczestniczy w opiece nad małym więc czasem chwilkę dłużej mogę pomarzyć :-))))

chyba właśnie tak wygląda szczęscie :-)




pozdrawiam :-)


wtorek, 15 kwietnia 2014

Kolczykowy zawrót głowy

Kolczyki wydziergane, bigle antyalergiczne, sztuczna biżuteria. 

1. Wrzosowe, kamień: noc kairu

 2. Chabrowe

3. Czerwone z brokatową nitką

4. Zielone, kamień: piasek pustyni

5. Czerwone, kamień: noc Kairu

6. Jasny fiolet, wiszące.

Cena za kolczyki nr 1- 5: 5 zł plus koszt wysyłki,
kolczyki nr 6: 6 zł plus koszt wysyłki.
Polecam :)


piątek, 28 marca 2014

Mężowski kącik :-)

Już od dłuższego czasu zastanawialiśmy się co by tu wykombinować na ściankę w naszym aneksie. Ja wiedziałam, ze chciałabym coś co nikt nie ma, a Krystian starał się dowiedzieć ode mnie co to ma być... i tak w kółko :-)
Pewnego dnia zasiadł do kompa, zrobił projekt i przełożył  to na ścianę :-) Byłam w szoku ile to wycinania, przycinania, doklejania :-) ale jak wszystkim wiadomo, mój mąż to bardzo dokładny człowieniu i zawsze wszystko musi być dokładnie :-)
Oczywiście wszystko z korka, który już wcześniej został położony w kuchni między szafkami.
I tak to wygląda :-) Mężowski kącik gotowy :-)

 A wracając do ostatniego tematu, że "Szewc bez butów chodzi" proszę spojrzeć na półkę :-) jaki chustecznik widać??? BINGO - surowy, czyli pomysłu na niego dalej brak :-)
 A tak to wygląda z bliższej odległości :-)
Oczywiście ja postanowiłam wykorzystać ścinki z ciężkiej pracy Męża :-)
I tym samym dorobiłam się fajnych podstawek pod świeczuszki :-)

Pozdrawiam :-)

czwartek, 27 marca 2014

Szewc bez butów chodzi...

Niby takie popularne a jakże prawdziwe :-)

Od kiedy zajęłam się decoupagem  (czyli jakieś 2 lata już) zastanawiam się jaki motyw chciałabym na swoim chusteczniku. I zgadnijcie co? Dalej nie mam pojęcia :-) dowód na to przedstawię w najbliższym czasie :-)

A teraz do rzeczy... wiosna :-) tak:-) w końcu :-)

Między innymi z tej że okazji zabrałam się za filc i zrobiłam parę par kolczyków z filcu dla Pani Gosi :-) Nie było łatwo, bo zgagi mam nieziemskie w tej ciąży i siedząc dłużej żołądek jeszcze bardziej dawał znać, no ale dałam radę :-)
tak też one wyglądają :-)

A jak już dałam radę zrobić kolczyki i nie wyniosłam pudła z filcem z salonu to pomyślałam sobie, że może coś jeszcze zrobię :-)

I tak odkopałam niedokończoną kopertówkę i bransoletki. Myślałam, myślałam, porozkładałam filc i dalej myślałam i oto co mi wyszło :-)
Bransoletka, która naprawdę się naczekała, żeby ją skończyć. Wygląda naprawdę fajnie na rączce :-)


Kolejna to połączenie filcu i tkanin - różnych, takich jakie akurat miałam :-)



No i ostatnia :-) Może troszkę duża czy szeroka, ktoś stwierdzi, ale naprawdę wygląda na łapce niesamowicie :-)

 i dlatego też (odwołując się do tytułu) ta zostaje ze mną :-) a to tylko dlatego, że ja naprawdę nie mam dla siebie takich rzeczy :-) Zawsze robię, robię i znajdzie się chętny więc moje małe "dzieła" opuszczają mnie, ale tego nie oddam...

 ... tym bardziej, że ta bransoletka to komplet z kopertówką :-)

do tego dorobię sobie malutkie kolczyki i będzie git...
i po urodzeniu i odsapnięciu będę miała co założyć do małej czarnej, jak mąż będzie chciał mnie zabrać np do teatru hihihi :-)

pozdrawiam :-)